niedziela, 26 kwietnia 2015

W kierunku lata…



Zbliża się lato. W końcu to poczułam. Dzisiaj poszalałam sobie ze strojem – założyłam moje ulubione bardzo wysokie granatowe szpilki z paseczków, które założyłam na bose stopy, bo dlaczego nie?  Wybrałam także lekki błękitny sweterek z krótkim rękawem. I tak wyszłam z domu, delektować się piękną pogodą i tym, że naprawdę nie trzeba nosić na sobie tysiąca rzeczy, w których wygląda się nieomalże jak ludzik Michelin, a można prezentować się jak prawdziwa kobieta. W sumie po zimie każda z nas martwi się, czy aby z figurą wszystko OK, bo zwykle po zasiedziałym trybie zimowym naprawdę może przybyć kilka centymetrów tu i tam. Tym razem nie mam z tym żadnego problemu, bo po ostatnich kliku tygodniach raczej mi brakuje niż jest za dużo ciała. Nie narzekam jednak, bo mogłam poszaleć na zakupach i na wiosnę prezentować się w nowych nabytkach. Teraz tylko kwestia utrzymać ten stan, który jest. Jakiś czas temu podjęłam kwestię diety raw i im dłużej się nad nią zastanawiam i przeglądam przepisy, tym bardziej mi się podoba. Jedzenie surowizny, zwłaszcza w okresie wiosenno – zimowym, nie jest takie złe, zwłaszcza, gdy ma się swój ogród, w którym można siać i zbierać co nam się zamarzy.  Dlatego chętnie testuję receptury, które mnie zaciekawiły. Z racji upodobania do wyrazistych smaków postanowiłam sprawdzić jaką propozycją są faszerowane pomidory z dodatkiem chimichurri. Cóż to za dziwne słowo i co się pod nim ukrywa? To nic innego jak argentyński sos ziołowy z czosnkiem, przypomina nieco pesto, chociaż moim zdaniem jest bardziej wyrazisty. Warto wykorzystać go do innych dań, bo jest naprawdę smaczny i dodaje mnóstwo smaku.      

Pomidory faszerowane fasolą, mozarellą i chimichurri


4 duże pomidory
400g fasoli osączonej i przepłukanej
2 łyżki oliwy z oliwek
sok z 1 cytryny
1 czerwona cebula pokrojona  w kostkę
½ szkl. czarnych oliwek
175g mozarelli
2 cukinie
2 łyżki listków mięty
sól i świeżo mielony pieprz Appetita
Chimichurri
1 garść natki pietruszki


2 duże ząbki czosnku
125ml oliwy
3 łyżki octu sherry lub czerwonego winnego
2 łyżeczki oregano
1 łyżeczka mielonego kminu
½ łyżeczki płatków chili
½ łyżeczki soli
4 łyżki posiekanej kolendry


Z każdego pomidora odciąć górna część i wybrać środek. Pomidory ułożyć na talerzu przekrojoną częścią do dołu, aby odciekły. W tym czasie przygotowujemy chimichurri – wszystkie składniki blendujemy i odstawiamy. Fasolę wrzucamy do miski i rozgniatamy widelcem. Dodajemy oliwę, sok z cytryny, czerwoną cebulę i oliwki, mieszamy, doprawiamy solą i pieprzem. Pomidory napełniamy farszem, układamy poszarpaną mozarellę i polewamy chimichurri. Cukinię kroimy na wstążki, skrapiamy oliwą, posypujemy miętą i lekko doprawiamy solą i pieprzem. Układamy ją na faszerowanych pomidorach.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Słodko-ostry smak…



Ostatnio planowałam warsztaty kulinarne, których głównym tematem miały być przełamane smaki:  słodko – kwaśny, słodko – słony, słodko – ostry itd. Jak to w życiu, nie wszystko idzie zgodnie z planem, dlatego tym razem spotkanie nie doszło do skutku i muszę je przesunąć na później. Wcale mnie to jakoś nie zaskoczyło, bowiem ostatnio życie zgotowało mi tyle niespodzianek, że każda kolejna wcale mnie nie dziwi. I jakoś tak nasunęła mi się myśl z filmu Władysława Pasikowskiego ,,Słodko-gorzki”, w jednej ze scen jeden z bohaterów wypowiada właśnie kwestię: ,,Życie ma słodko – gorzki smak”. Czy faktycznie? Nie zgadzam się z tym twierdzeniem, bo według mnie raczej słodko – ostry. Z jednej strony spotyka nas wszystko to, co przyjemne, zabawne, szczęśliwe, optymistyczne i to właśnie ta słodka odsłona życia. Z drugiej jednak otrzymujemy raz na jakiś czas, powiem delikatnie, takiego kopa, że w jednej sekundzie ryjemy twarzą po ziemi i to jest właśnie ostra odsłona. Nie wszystko co nas spotyka jest miłe, a kopniaki powodują, że uczymy się na własnych, a najlepiej byłoby, żeby na czyichś, błędach, podnosimy się i podążamy w dalszą drogę. Kuszona właśnie tym skojarzeniem, że życie ma słodko - ostry smak, postanowiłam przygotować kulinarne odzwierciedlenie tej myśli. Tak powstał kolejny chleb, początkowo przyjemnie słodki, a ostatecznie pozostawiający wyraźnie ostry posmak w ustach.


Słodko – ostry chleb


350g mąki chlebowej typ 750
300g mąki z pełnego przemiału
2 łyżeczki zmoździerzowanego czarnego pieprzu Appetita


2 łyżeczki soli kamiennej
1 opakowanie drożdży instant
4 łyżki oliwy z oliwek
500ml wody
250g suszonych fig


Do miski wsypujemy wszystkie sypkie składniki, wlewamy wodę, oliwę z oliwek i wyrabiamy ciasto około 5 minut. W tym czasie kroimy figi na połówki lub, jeśli są duże, na 3 części. Dodajemy je do ciasta i jeszcze chwile wyrabiamy, bu figi równomiernie rozłożyły się w cieście. 





Przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia na 1,5 - 2 godzin. Po tym czasie formujemy bochenek i przekładamy do wysmarowanej oliwą formy. Odstawiamy do wyrośnięcia na godzinę. 


Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni, wkładamy chleb do piekarnika i pieczemy 45 minut. Wyjmujemy z formy i studzimy na kratce kuchennej,
      

wtorek, 21 kwietnia 2015

Bułeczki, które stały się chlebem…



Kwietniowa piekarnia na dzień dobry zachwyciła mnie samą recepturą – w zamyśle inicjatorki piekarni i autorki przepisu – miały powstać bułeczki ze szpinakiem, który bardzo lubię. Tymczasem najpierw opis wykonania był dla mnie niejasny, a później stwierdziłam, że zamiast bułek upiekę chleb, bo po pierwsze łatwiej, po drugie nie tak szybko zestarzeje się i będę mogła go zjeść do ostatniej kromki. Co w recepturze mi nie grało? Zabrakło informacji co zrobić ze szpinakiem, czy dać go na surowo do ciasta, czy może wcześniej nieco podszykować. Kierując się intuicją, zdecydowałam się na poszykowanie szpinaku. Co zrobiłam? Rozgrzałam patelnię, wlałam na nią 2 łyżki oliwy z oliwek aromatyzowanej czosnkiem i chili, przesmażyłam czosnek, dorzuciłam liście, wlałam śmietanę, dodałam miód, przyprawiłam i chwilę dusiłam bez przykrycia. Kiedy już szpinak przestygł, wrzuciłam go do blendera i lekko zmiksowałam. Wywrotom nie było końca, dlatego podzieliłam ciasto na 1/3 białego i 2/3 zielonego, a przy zwijaniu na wierzch dałam zielone, a do środka białe. Kolejną modyfikacją był czas pieczenia, bo chleb to duża forma, dlatego 10 minut piekł się w 210 stopniach, a dalej 30 minut w 200 stopniach.  Po przekrojeniu wypieku usłyszałam komentarz:,, Wygląda jak makowiec, tyle że zielony”. No faktycznie, przekrój chleba może budzić takie skojarzenia. 



A jak było ze smakiem? Muszę przyznać, że rewelacyjnie. Chleb ze szpinakiem już na zawsze zostanie w mojej kuchni i zamierzam często do niego wracać, bo jest przepyszny. Oczywiście tu otworzyła mi się furtka, za którą czekają już pomysły na modyfikację receptury i pewnie niebawem powstanie łączenie z pesto pomidorowym, pastą paprykową, rozmaitymi odmianami pesto zielonego - niekoniecznie na bazie bazylii. To doskonały przepis na zabawy z wypiekaniem chleba i szukaniem idealnego połączenia smakowego i kolorystycznego.      

Zawijane bułeczki ze szpinakiem wg Tosi


Składniki
Szpinak:

200 g mrożonego lub świeżego szpinaku
4-5 łyżek śmietany 18% lub śmietanki kremówki
ząbek czosnku
łyżeczka miodu
1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej






sól, pieprz

WERSJA NA ZAKWASIE:
150 g aktywnego zakwasu żytniego lub pszennego (dokarmionego ok. 10 godzin wcześniej)
450 g mąki pszennej typ 650 (można zastąpić typem 550) + 100 g + do podsypania
320 ml letniej wody
2 łyżeczki soli
szpinak

Do misy wsypujemy mąkę (450 g), dodajemy aktywny zakwas i sól. Stopniowo wlewamy letnią wodę i wyrabiamy ciasto ręką lub mikserem przez ok. 3-4 minuty. Ciasto powinno być elastyczne i lepiące, ale nie lejące.
Dzielimy ciasto na dwie części, jedną z nich przekładamy do misy, przykrywamy ściereczką lub folią spożywczą i stawiamy w ciepłym miejscu.
Do drugiej części dodajemy szpinak i 100 g mąki. Wyrabiamy przez kolejne 2-3 minuty, aż osiągniemy elastyczne zielone ciasto. Przykrywamy i zostawiamy w miejscu bez przeciągów na 3-4 h.




Wyrośnięte białe ciasto kładziemy na oprószonym mąką blacie. Wałkujemy na prostokąt o grubości 0,5 cm (u mnie wymiary ok. 36×24 cm). W razie potrzeby podsypujemy mąką.
Następnie wałkujemy zielone ciasto na prostokąt o ok. 1-2 cm krótsze. Kładziemy zielony prostokąt z ciasta na białym i zawijamy jak roladę.
Roladę dzielimy na 6-8 części. Otrzymane bułeczki kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem lub wykładamy do posmarowanych oliwą foremek na muffiny. Przyszłe bułeczki przykrywamy ściereczką i zostawiamy na godzinę do podrośnięcia.
Piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni. Bułeczki skrapiamy z wierzchu oliwą i wkładamy do pieca. Pieczemy przez 5 minut, następnie zmniejszamy temperaturę do 190 stopni i dopiekamy przez 15-20 minut. W między czasie wbijamy patyczek, jeśli będzie suchy, a bułki delikatne rumiane – wyciągamy je z pieca i studzimy na kuchennej kratce.
Ostudzone stukamy od spodu, poprawnie upieczone bułeczki będą wydawały „głuchy” dźwięk.

WERSJA DROŻDŻOWA:
450 g mąki typ 650 (lub 550) + 100 g + do podsypania
5 g suszonych drożdży instant
320 ml letniej wody
1,5 łyżeczki soli
szpinak

Mąkę (450 g) łączymy z drożdżami i solą. Wlewamy powoli letnią wodę i wyrabiamy ciasto przez kilka minut, aż będzie elastyczne. Dzielimy na dwie części, jedną wkładamy do misy i przykrywamy ściereczką lub folią spożywczą.
Do drugiej części dodajemy szpinak wcześniej przygotowany oraz 100 g mąki. Dalej wyrabiamy kilka minut, aż będzie elastyczne i zielone. Ciasto zostawiamy w misie, przykrywamy i zostawiamy na 1,5 h.
Wyrośnięte białe ciasto kładziemy na oprószonym mąką blacie. Wałkujemy na prostokąt o grubości 0,5 cm (u mnie wymiary ok. 36×24 cm). W razie potrzeby podsypujemy mąką.
Następnie wałkujemy zielone ciasto na prostokąt o ok. 1-2 cm krótsze. Kładziemy zielony prostokąt z ciasta na białym i zawijamy jak roladę.
Roladę dzielimy na 6-8 części. Otrzymane bułeczki kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem lub wykładamy do posmarowanych oliwą foremek na muffiny. Przyszłe bułeczki przykrywamy ściereczką i zostawiamy na godzinę do podrośnięcia.
Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Bułeczki skrapiamy oliwą, pieczemy przez 10 minut, następnie zmniejszamy temperaturę do 180 stopni i dopiekamy przez 10-15 minut, aż będą lekko rumiane. Studzimy na kuchennej kratce.



niedziela, 19 kwietnia 2015

Szybkie danie…



Wczorajszy obiad był wynikiem kompletnego braku czasu i potrzeby ugotowania czegoś naprawdę w 30 minut. W przeciwnym razie nigdy w życiu nie dałabym rady zdążyć na wieczorną imprezę. A że nie lubię spóźniać się, musiałam wymyślić coś co będzie smaczne i nie zajmie mi wiele czasu. W końcu priorytetem wczoraj nie było gotowanie, a malowanie paznokci, wykonanie starannego makijażu i podjęcie  decyzji co na siebie włożyć i jakie buty wybrać. Cóż, my kobiety czasami tak mamy…  Lubię mocne w smaku dania, dlatego w kwestii przypraw postawiłam na sprawdzoną już wielokrotnie mieszankę myśliwską. Smaku dopełniła oliwa aromatyzowana chili i czosnkiem oraz pasta z czarnych oliwek. 



Polecam jednak ostrożnie postępować z solą, bo bardzo szybko może się okazać, że danie jest nie do odratowania, dlatego zanim dosypałam soli sprawdziłam stopień zasolenia przez pastę z oliwek. I słusznie, bo danie właściwie obroniłoby się bez dosalania. Samo gotowanie poszło dość sprawnie, jedzenie znacznie szybciej i nawet zdążyłam napić się mojej ulubionej zielonej herbaty zanim przystąpiłam do czynności przedimprezowych.

Tortille z pikantną polędwicą


1 polędwica wieprzowa
1 cukinia pokrojona w grubą kostkę
1 czerwona papryka pokrojona w paski
2 ząbki czosnku pokrojone w grube plasterki
2 szalotki pokrojone w plasterki
100ml przecieru pomidorowego


sól
świeżo mielony czarny pieprz Appetita
oliwa aromatyzowana chili i czosnkiem
Polędwicę kroimy w paski. Na rozgrzaną patelnię wlewamy oliwę i przesmażamy na niej mięso. Zdejmujemy je z patelni, następnie smażymy szalotkę, czosnek i paprykę. Dalej dorzucamy cukinię i dusimy warzywa około 5 minut. Wlewamy przecier pomidorowy, dodajemy mięso, pastę z oliwek, wszystkie przyprawy i zagotowujemy, dusimy 5 minut bez przykrycia.


Rozgrzewamy patelnię i podgrzewamy na niej tortille. 



Następnie nakładamy na nie farsz i zwijamy.