poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Nie wyrzucam…



Nienawidzę wyrzucać i marnować jedzenia. Zwykle myślę przed zrobieniem zakupów co będzie mi potrzebne i staram się kupować tak, żeby wystarczyło wszystkiego i żeby nic nie wylądowało w koszu. Podoba mi się, kiedy Jamie Oliver w swoich programach kulinarnych pokazuje, że coś co było wczorajszym obiadem może stać się wykwintną ucztą na dziś. Tak było właśnie z poniższym daniem. Upiekłam całego kurczaka i nie byłyśmy w stanie go zjeść. Zostały filety i tak spokojnie czekały na skonsumowanie. Nie lubię odgrzewanego mięsa, stąd też pokombinowałam tak, żeby wykorzystać letnie zasoby ogrodu i właśnie gotowe już mięso. Początkowo miało być klasyczne risotto z winem, masłem i tartym parmezanem, ale, ale przyszła mi na myśl ilość kalorii dodatkowych poprzez dodanie tego wszystkiego. Stąd też zrezygnowałam z nich i zrobiłam lżejszą wersję, która nie do końca jest risottem, a raczej jest ryżowym daniem z dużą ilością warzyw. Wyszło smacznie, a i odkurzony nie tak dawno szafran znowu użyty powoli wkrada się w moje łaski. No i nie wyrzucam jedzenia.

Szafranowy ryż z kurczakiem


3 filety z kurczaka – przyprawiamy solą, świeżo mielonym kolorowym pieprzem i marynujemy 12 godzin w miksie oliwy z oliwek, soku z cytryny, drobno posiekanym czosnkiem i natką pietruszki – wszystko miksuję w młynku Kenwood - mięso pieczemy w piekarniku – studzimy i kroimy w kostkę
2 cebule – 1 biała, 1 czerwona – posikane w piórka
2 duże ząbki czosnku pokrojone w plasterki
1 filiżanka ryżu arborio
1 filiżanka mrożonego zielonego groszku


200g zielonej i żółtej fasolki szparagowej pokrojonej na kawałki


0,5l bulionu warzywnego
mały pęczek koperku i natki pietruszki, garść listków mięty – drobno posiekane
1 łyżeczka słodkiej papryki Appetita
2 szczypty szafranu – namaczamy w kilku łyżkach wrzątku
różowa sól
świeżo mielony kolorowy pieprz Appetita
oliwa z oliwek
Rozgrzewamy duży garnek z grubym dnem, wlewamy oliwę i przesmażamy czosnek i cebulę. Dorzucamy ryż i chwilę prażymy, co jakiś czas mieszamy. Wlewamy niewielką ilość bulionu, zagotowujemy i czekamy aż ryż wchłonie płyn. Dorzucamy fasolkę i groszek, dodajemy wszystkie przyprawy, mieszamy i znowu dolewamy bulion, czekamy aż się wchłonie. Procedurę powtarzamy, aż do zużycia całego bulionu. Danie dusimy pod przykryciem. Ryż powinien zachować swoja strukturę, nie powinien być rozgotowany. Na koniec dorzucamy mięso, koperek, natkę i miętę. Mieszamy danie i wykładamy na talerze.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Kaczka i wino…



Dawno nie gotowałam niczego z dodatkiem wina. Jakoś tak lato nie nastraja do ciężkich zawiesistych sosów i gulaszów. Tymczasem rośliny w ogrodzie szaleją i codziennie wracam do domu z miską pełną pomidorów. Przerób zaczął się na całego, ale staram się teraz nacieszyć świeżymi owocami i warzywami, bo jednak nieco inaczej smakują świeże pomidory w sosie, a inaczej w postaci przecieru pomidorowego czy soku. Kiedyś moja koleżanka Grażyna, pisząc artykuł, zapytała mnie o pary idealne w kuchni. Wymieniłam ich sporo, teraz jednak odkryłam kolejną -  cynamon i pomidory. Przyprawa ta bardzo aromatyczna potrafi zdominować danie, ale okazuje się, że świetnie podbija smak sosu. I nie mam mowy tu o nutach deserowych jakich można by się spodziewać, bo przecież jeśli cynamon, to szarlotka. Nic z tych rzeczy, to raczej głębia smaku się tutaj za jego sprawą pojawia. Co jednak z tym winem? Do sosu dodałam właśnie wino – rubinowe, będące połączeniem szczepów Syrah i Tempranillo. Pierwszy jest mi bardzo dobrze znany, bo lubię wina wytrawne.  Żaden chyba inny szczep winorośli nie zrobił w ostatnich dekadach tak oszałamiającej kariery, jak Syrah. Pół wieku temu była to tylko lokalna odmiana, znana z północnej części doliny Rodanu i paru regionów w Australii. Dziś jest to jedna z kilku najpopularniejszych winorośli na naszym globie, uprawiana w niemal każdym kraju winiarskim. Drugiego nie znałam wcale, dlatego poprowadziła mnie ciekawość. Okazuje się, że najbardziej klasyczną nutą w bukiecie tempranillo jest truskawka (przy akompaniamencie wanilii); zdarzają się też maliny, śliwki, czarne porzeczki, często także delikatne nuty ziołowe i korzenne. 100% Tempranillo daje zazwyczaj miękkie taniny i niski poziom kwasowości, z tego powodu często miesza się ten szczep z innymi, o wyższej kwasowości. I już wiem dlaczego połączono go z Syrah. Hiszpańskie wino, które wybrałam ma przejrzysta barwę, orzeźwiający i soczysty smak. Wyczuwalne są w nim aromaty jagód, rozmarynu i, co ciekawe, lukrecji. Nienawidzę lukrecji i jej specyficznej słodkości, jednak tutaj nie razi i nie przeszkadza. Początkowo planowałam podać całe danie w formie ragu z kaczki z makaronem, ale zlitowałam się nad mamą, która drugi dzień z rzędu tego by nie zniosła. Ja makarony uwielbiam, ona zje byle nie za często, dlatego muszę iść na kompromis. Całość podałam klasycznie. Ostatecznie jednak padło kluczowe pytanie: ,,Ziemniaków dzisiaj nie ma?”.  

Wenecka kaczka




2  kacze nóżki
2 cebule – 1 biała, 1 czerwona – posiekane w piórka
2 ząbki czosnku posiekane w cienkie plasterki
6 pomidorów obranych ze skóry i pokrojonych w kostkę
2 płaskie łyżeczki cynamonu Appetita
2 łyżeczki pszennej mąki
250ml czerwonego wytrawnego wina – szczep Syrah
250ml bulionu
1 łyżeczka rozmarynu Appetita


2 liście laurowe Appetita
świeżo mielony kolorowy pieprz Appetita
1 łyżeczka brązowego cukru
różowa sól himalajska
oliwa z oliwek
Na patelni rozgrzewamy oliwę. Osmażamy na niej kacze nogi – 10 minut, żeby były rumiane. 



Zdejmujemy mięso z patelni i wrzucamy czosnek i cebulę, osmażamy. Wsypujemy cynamon, mąkę i mieszamy. Zalewamy bulionem i mieszamy, żeby nie było grudek. Wkładamy na patelnię mięso, przyprawiamy i dusimy pod przykryciem 30 minut. Następnie wlewamy wino i dorzucamy pomidory, mieszamy. Dusimy pod przykryciem 1,5 godziny.
*I teraz dwie drogi:
1 – zostawiamy mięso w całości i podajemy klasycznie np. z ziemniakami, kaszą i jakimś warzywnym dodatkiem – u mnie była to kasza jęczmienna i ugotowana na parze zielona cukinia;
2 – wyjmujemy kości, mięso dzielimy na strzępy, mieszamy z sosem i podajemy z makaronem.
Spróbowałam wersji pierwszej, ale na pewno zrobię też drugą.

środa, 3 sierpnia 2016

Wielki powrót szafranu…



Jestem upartym stworem, strasznie upartym. Potwierdzą to wszystkie najbliższe mi osoby. Szybciej przekonamy do czegoś przysłowiowego osła niż mnie do zmiany zdania. Jednak to właśnie upór nie pozwala mi rezygnować z czegoś, nawet jeśli początkowo ponoszę klęskę. Drugą moją wiodącą cechą jest waleczność i często dzieje się tak, że początkowe klęski potrafię przekuć z czasem na sukces. Tak też jest z moim gotowaniem. Historię szafranu i turnieju kulinarnego, podczas którego przez przesypanie właśnie tą przyprawą dania poniosłam klęskę już kiedyś opisywałam. 



A szef Mirek Drewniak za każdym razem, kiedy mnie widzi z odrobiną uszczypliwości i w formie żartu mi ją przypomina. Chwilowo po porażce szafran odstawiłam, jednak z czasem powoli do niego wracałam, na przykład gotując zupę czy pokazując jego zastosowanie podczas warsztatów kulinarnych. Dzisiaj znowu przyszedł mi do głowy, a to za sprawą świeżych krewetek, które udało mi się zakupić. Wykwintne produkty lubią się z sobą, ale także fajnie łączą się z prostymi dodatkami. Kwestia co lubimy i jaki efekt chcemy osiągnąć. Powoli zaczynają plonować pomidory i bardzo lubię je wykorzystywać w daniach wychodząc od ich surowej postaci. Idziemy dalej – uwielbiam makarony i już jakiś czas ich nie jadłam, bo czas pobytu na wczasach rządzi się swoimi prawami i wtedy jem to, czego zwykle nie mam w domu. Zatem postawiłam dzisiaj na makaron właśnie ze świeżym sosem pomidorowym z szafranem i krewetkami. Dobrze jest, kiedy w daniu pojawia się chrupki element, bo zróżnicowane tekstury nie pozwalają nam nudzić się w czasie jedzenia, stąd też dorzuciłam prażone orzechy piniowe. Ale też w zwykły sposób po prostu je lubię. Wyszło ciekawie pod względem smakowym, ładnie pod względem estetycznym i w końcu na 100% przekonałam się, że szafran na stałe zagości w moich daniach.   

Krewetki, szafran, pomidory


3 duże pomidory obrane ze skóry i pokrojone w drobną kostkę
0,5kg krewetek
3 ząbki czosnku pokrojone w cienkie plasterki
szczypta nitek szafranu namoczonych w małej ilości wrzątku




sok z połowy cytryny
100ml śmietany 30%
pęczek natki pietruszki
2 łyżki uprażonych orzechów piniowych
różowa sól himalajska
pieprz ziołowy Appetita
świeżo mielony kolorowy pieprz Appetita
2 łyżki oliwy z oliwek
200g długiego cienkiego makaronu – gotujemy wg zaleceń producenta
Na rozgrzaną patelnię wlewamy oliwę i przesmażamy na niej czosnek. Odsuwamy go i wrzucamy krewetki, smażymy je aż staną się różowe – 1-2 minuty. Wyjmujemy krewetki z patelni. Wrzucamy pomidory, dodajemy szafran razem z wodą, przyprawiamy solą i dwoma rodzajami pieprzu. Gotujemy bez przykrycia, aż pomidory rozpadną się. Wlewamy sok z cytryny, mieszamy i zagotowujemy. Wlewamy śmietanę i mieszamy, wrzucamy krewetki i dusimy pod przykryciem 2 minuty. Dodajemy ugotowany makaron, mieszamy. 


Danie posypujemy natką pietruszki i prażonymi orzechami piniowymi.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Powrót do Sezonovej…



Jechać przez Rawicz i nie odwiedzić najlepszego lokalu w mieście byłoby barbarzyństwem. Sam szef – Przemysław Kuśnierek - reklamuje swoje jedzenie jako ,,alternatywę dla wszystkiego, co jesz w tym mieście”. I dobrze! I brawo! Bo nie można być skromnym, kiedy jest się mistrzem. Sezonovą odwiedziłam z Tomkiem już jakiś czas wstecz i byliśmy zachwyceni, powiedziałabym, że zakochaliśmy się w ichnim jedzeniu i filozofii kulinrnej. Teraz zawlokłam tu moją mamę. I co? No i znowu zachwyt. Przemek trzyma się początkowego założenia, zmienia kartę dwa razy w tygodniu, tworzy wyśmienite oryginalne dania, które wbrew pozorom w przygotowaniu nie są takie łatwe. A smak? Tu bez wahania mówię – orgazm kulinarny murowany przy każdym daniu! To, co mi osobiście odpowiada to fakt, że smaki są bliskie mojemu gotowaniu i poczułam się jak w domu, mimo że miałam jeszcze faktycznie sporo kilometrów do przejechania. Miłą atmosferę tego miejsca Przemek tworzy razem ze swoją żoną – Alicją, kobietą niezwykle sympatyczną, ciepłą i zawsze uśmiechniętą.  Miło było się z nimi kolejny raz spotkać i pogadać. Szkoda, że zabrakło małej Gabi, która polubiłam od pierwszego spotkania. Ale w końcu dzieci mają wakacje i podróżują, a rodzice w tym czasie mają wolną chatę – chi, chi... Wracam do tematu kulinarnego. Tym razem zatrzymam się na zupach. Od dziecka uwielbiam jedzenie gotowane, a zupy to już w ogóle moja ulubiona strawa. Przemek zachwycił nas dwiema – kremem z cukinii z gorgonzolą, kurkami, grzankami razowymi i natką pietruszki oraz mocno pomidorową z indykiem, rukolą i camembertem. Po powrocie zabrałam się właśnie za skomponowanie zupy. I tak powstał miks zainspirowany Sezonovymi zupami Przemka.  A i kelner, który nas obsługiwał zasługuje na chwilę uwagi, bo jego życzenie przy podawaniu kolejnych dań - ,,Życzę wspaniałych doznań smakowych” – powiem szczerze powalało. 

Kremowa zupa z pieczonych warzyw


0,5 żółtej cukinii
0,5 zielonej cukinii
1 czerwona papryka
garść pomidorków koktajlowych
4 ząbki czosnku
1 średnia żółta cukinia
100ml soku pomidorowego – zblenderowane 2-3 pomidory
0,5l wody
pęczek natki pietruszki
pęczek liści bazylii
morska sól
pieprz ziołowy Appetita


oliwa z oliwek
Połówki cukinii kroimy na plasterki, paprykę przekrawamy na pół, ząbki czosnku zostawiamy w łupkach, pomidorki nakłuwamy. Układamy warzywa na blaszce do pieczenia, przyprawiamy solą, ziołowym pieprzem i skrapiamy oliwą. Odstawiamy na 15 minut. Po tym czasie pieczemy je 15 minut w piekarniku nagrzanym na 160 stopni. 



Po wyjęciu z piekarnika paprykę i czosnek obieramy. Przekładamy upieczone warzywa do garnka, dorzucamy pokrojoną w kostkę 1 całą żółtą cukinię, dolewamy wodę, sok pomidorowy i gotujemy zupę 15 minut. 



Po tym czasie miksujemy na krem, dorzucamy posiekaną natkę i bazylię. W razie potrzeby doprawiamy jeszcze solą i pieprzem.